Sądząc po długaśnej przerwie -wena ma bloggerska padła-i leży.
Nic bardziej mylnego.
Wena ma się dobrze -wykarmiona pikantnymi tematami, których mnóstwo przyniosły ostatnie miesiące.
Się pisało, ale publikować się nie dało.
Czasem nie warto chyba drażnić małych i dużych demonów (same sobie w końcu poodgryzają łapki, a potem pożrą się nawzajem;))
Ponieważ jednak klawiatura przyjmie wszystko (oprócz wody chyba), a wena bloggerska swoje prawa ma-pisałem sobie, biedny Koszałek Opałek, do szuflady.
Wirtualnej oczywiście..
Nikt przecież nie wie, co się jeszcze może zdarzyć ;))???
Coś jednak wiemy.
Wiemy jak skończyła się nasza wakacyjna, teacherska akcja pisania analiz wyników maturalnych.
Otóż …
zakończyła się ona totalna klapą.
Wszyscy namęczyliśmy się (jedni bardziej, inni mniej), napocili (upał był chyba w czasie wakacji?!) i….nic.
Wszyscy napisaliśmy źle!.
Naprawdę!
Nasuwa się tutaj pytanie:
Jak to możliwe, że my, ludzie –bądź, co bądź- piśmienni, oświeceni -i …takie tam, że my nie potrafiliśmy dokonać prostej, prymitywnej analizy???!!!
Czy to nie dziwne?
No, właśnie, ze nie.
Wytłumaczenie jest bowiem proste. Nikt na tzw ”górze” nie sprecyzował, czego oczekuje po tych analizach, jaka ma być ich forma, objętość….a żeby było zabawniej-nie udostępniono nam połowy danych, bez których analiza mogłaby mieć jakikolwiek sens!
Okazało się więc, że musimy zostać przeszkoleni.( W samą porę:))….
To będzie kara dla prowadzącego szkolenie (jedyny człowiek, który napisał dobrze)….
Uczyć nauczycieli….brrrr….Niebezpieczne zajęcie.
Kolejny biurokratyczny absurd.
@
A teraz, żeby nie kończyć tak nudziarsko -muszę powiedzieć, że dziś po raz pierwszy od dawna (niestety)-ubawiły mnie do łez teksty maturzystów.
Serio.
I nie mówię tu o ubawie, jako histerycznym śmiechu nauczyciela załamanego poziomem wypowiedzi, ale o naprawdę rozbrajających, zabawnych tekstach uczniowskich.
Tak trzymać Panowie!
(Szkoda tylko, ze te teksty miały być gotowe przed miesiącem, ale co tam!
Trzymam kciuki i pozdrawiam…ADELKĘ!!!)
refleksje nauczyciela kresowego