refleksje nauczyciela kresowego

czwartek, 13 listopada 2008

pętla

Dzisiaj czas się zapętlił.

Wróciłam do prehistorii - czyli do lat osiemdziesiątych. Moich czasów szkolnych.

Niby kolejny zwykły dzień, szkolna rzeczywistość….a tu nagle, nie wiadomo właściwie kiedy…obudziły się dawno śnięte już potwory.
Szczegóły nie mają znaczenia.
Niespodziewanie odbyłam podróż w czasie.

Stałam i patrzyłam, jak nauczyciel JEŹDZI PO UCZNIU.
Bez uzasadnienia.
Bez uprzedzenia.
Bez powodu.
Po prostu MYŚLAŁ, że uczeń postąpił niewłaściwie.
Zanim to sprawdził, zaatakował.
Poniżył przy klasie.
I przy innym nauczycielu.
Zademonstrował swoją przewagę.
Obraził, stosując terminy rolnicze…
Ba!
Kiedy zorientował się ,że tym atakiem potwornie się zbłaźnił -brnął dalej.
Nie zdołał się z klasą wycofać .
Odszedł po zgliszczach…

Boże, pomyślałam. To koszmar bez końca. Minęło prawie dwadzieścia lat, a on trwa.

Rzecz w tym, że dzisiaj stoję po drugiej stronie barykady.

Patrząc na to, na co niektórzy uczący mnie POFESOROWIE pozwalali sobie w stosunku do nas przed laty, wiedziałam, że jeśli kiedykolwiek zajmę miejsce któregoś z nich…hmmmm....
To były inne czasy.
Nie uwierzylibyście, co wtedy uchodziło za normalne.

Dzisiaj jednak TO wróciło.
A ja nie zrobiłam nic.
Stałam tylko z otwartymi ustami i każdą komórkĄ ciała wstydziłam się za inne ciało pedagogiczne.
Nie zrobiłam dziś nic.
Ale nie pozwolę, żeby to wróciło na stałe.