refleksje nauczyciela kresowego

środa, 18 czerwca 2008

TEMAT NIECHODLIWY


Wściekłam się.Od pewnego czasu siedzę sobie w domu. Mam przymusowy urlop, bo ciało me - to fizyczne, nie pedagogiczne, musiałam oddać w ręce medyków. Siedzę więc w domu, czas przepływa przez palce... Adrenaliny brak. Do szkoły na razie nie chodzę... Pewnej środy dostaję do ręki czasopismo, którego programowo nie kupuję. Czasem , przypadkiem trafi pod mój dach, przyniesione przez kogoś, kto nie zna naszych domowych zasad. Tak zwana "prasa lokalna". Kiedyś wykładało się tym kubły na śmieci. Dziś, w dobie worków foliowych w różnych odcieniach...Skoro już gazetka (nieświadoma nieżyczliwego przyjęcia pod moim dachem) trafiła w nasze progi - przeglądam leniwie, odruchowo...Nagle poziom adrenaliny urósł niebotycznie.To, co zobaczyłam, wprawiło mnie w stan prawdziwego szoku.Nieomal 3/4 strony zajmował artykuł poświęcony mojej szkole!!!Ktoś mógłby pomyśleć, że to naprawdę nic niezwykłego. Powód do radości raczej , niż do stresu...A jednak.Artykuł dotyczył tragedii jednego z uczniów, naszego wychowanka. Okropna historia. Właściwie, to nic dziwnego, że zainteresowała się takim tematem prasa. Media żywią się przecież ludzką tragedią. Zwłaszcza - media współczesne.Tak więc mieliśmy stosukowo obszerny artykuł, Do tego AŻ trzy fotografie! Czytałam i szumiało mi w uszach... Omal nie wyrzuciłam gazety przez okno. Czym się tu denerwować? - zapyta ktoś. Takie czasy.Oczywiście. Dzisiaj wszyscy szukają sensacji. Wypadek. Śmierć. Bójka. Gwałt. To chodliwe tematy. Zgadzam się z opinią, że to my, spragnieni sensacji odbiorcy wpływamy na taki stan rzeczy. Częściowo z pewnością - tak. Nie mogę jednak pojąć jednego - stąd właśnie moje oburzenie. Stąd niesamowity niesmak. Gdzie są przedstawiciele prasy lokalnej, kiedy dzieje się coś ciekawego, ale niekoniecznie związanego z przemocą i zbrodnią?Właściwie wiem gdzie są?Zwykle widać ich, uczestniczą przecież w tych wydarzeniach razem z nami...Pytanie tylko - co dzieje się z ich materiałami, kiedy wracają do swoich redakcji?Kto sprawia, ze karmią nas chłamem i tanią sensacją?Dlaczego nie można się doprosić, trzeba wręcz żebrać o maleńkie choćby miejsce na łamach gazet, które przecież nam, mieszkańcom niewielkich miast powinny sprzyjać i służyć? O mieszkańcach okolic, w których powstają powinny chyba pisać. O ich osiągnięciach, projektach, sukcesach - problemach oczywiście też, ale może raczej- nie w charakterze sensacji.Edukacja ? Kultura? Czy to naprawdę takie nudne?Pamiętam, na wiosnę 2007, przygotowaliśmy w ZSZ Nr1 konferencję dotyczącą e-lerningu (nauczanie za pomocą Internetu).Temat ciekawy, stosunkowo nowy. Osobiście zaprosiłam na spotkanie przemiłego pana redaktora. Przybył, artykuł napisał, zdjęcia zrobił... i nic. Głucha cisza. Ktoś ważny uznał, że to niechodliwy temat. Podobnie było w kilku innych przypadkach. Ostatnio gościliśmy w Naszej Szkole uczniów i nauczycieli z dalekiej (bardzo) Ukrainy. Pracowałam przy tym projekcie. Leżałam sobie (medycy się uwzięli) w domu, przekonana, że - chociaż nie mogę uczestniczyć w finalizacji przedsięwzięcia- poczytam o nim w gazecie lokalnej (po to one istnieją, prawda? Żeby pisać o sprawach lokalnych). Z niecierpliwością czekałam na jakąś - choćby krótką - wzmiankę w prasie. Niestety, nie doczekałam się. Jakże mogłam być tak naiwna!? Toż to temat niechodliwy.Przygotowujemy się do zmiany patrona szkoły. Temat niechodliwy. I tak dalej...Czy naprawdę musi zginąć młody człowiek, żeby lokalna prasa zainteresowała się życiem mojej szkoły?Jeśli tak, to ja przestaję się interesować prasą lokalną. Dla mnie - to już od lat temat niechodliwy.

14.01.2008